Nawigacja

Aktualnie online

· Gości online: 5

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 67
· Najnowszy użytkownik: wojtek

Losowa Fotka

Michał Mrozowski "Emero"

/
Michał Mrozowski na basenie Inflancka w Warszawie, gdzie zwykle trenuje

TN: Witam Cię, na początek dwa słowa na swój temat.
MM:
27 lat, Warszawiak, studiowałem Inżynierię Lądową na PW, ale pracuję w firmie informatycznej, kawaler.

TN: Czyli do wzięcia …?
MM:
No, …. powiedzmy ….

TN: Jak to się stało, że zainteresowałeś się freedivingiem?
MM:
Jeszcze niedawno w ogóle nawet nie wiedziałem, że coś takiego jak freediving istnieje, jednak zawsze lubiłem przebywać pod wodą, nurkować w basenie, wyławiać jakieś krążki czy piłeczki. Dopiero półtora roku temu wygooglałem rekord świata w długości przepłyniętej pod wodą i wyskoczyło coś takiego jak freediving i strona freediving.com.pl. Od razu wiedziałem, że to będzie TO.

TN: Czyli można powiedzieć, że to tkwiło w tobie od dawna? Czy wiesz skąd się to wzięło?
MM:
Rodzice zapisali mnie na basen, kiedy byłem bardzo, bardzo mały. Podobno kiedy miałem 3 lata już pływałem. Od zawsze chodziłem na basen. Z przerwami, ale od zawsze.

TN: Co Cię pociąga we freedivingu?
MM: To strasznie trudne pytanie. Po prostu lubię to uczucie przebywania pod wodą. Trudno mi powiedzieć coś więcej.

TN: A odkrywanie siebie samego, przełamywanie własnych barier?
MM: Tak, oczywiście to też. Na początku w ogóle nie wiedziałem o czymś takim jak kontrakcje, czyli skurcze przepony. Potem poznałem je i nauczyłem się tolerować. Nie powiem, że mi się podobają, ale przekraczanie granic, którego nie da się osiągnąć bez kontrakcji, to ekscytujące doświadczenie. A poza tym to, że kiedy idę na basen totalnie odrywam się od codzienności. Nie myślę o niczym innym tylko o pływaniu pod wodą.

TN: Co działo się dalej, kiedy już odkryłeś, że to co próbujesz robić nazywa się freedivingiem? I przy okazji - czy miałeś jakiekolwiek doświadczenia ze SCUBA?
MM: Nie, sprzętowe nurkowanie w ogóle mnie nie pociąga. A następna rzecz, jaką zrobiłem, to poszukałem w internecie kursów free. Chciałem po prostu nauczyć się tego od fachowców, osób które zajmują się tym dłużej i coś wiedzą na ten temat. I tak znalazłem twoją ofertę. To było przed zeszłorocznymi wakacjami. Jeden kurs się właśnie kończył i na następny musiałem poczekać do po wakacji, więc w międzyczasie próbowałem trochę na własną rękę. Nie miałem ani Necka, ani innego sprzętu, tylko sam trochę próbowałem.

TN: Czy zdawałeś sobie sprawę z tego, że to jest niebezpieczne? Pytam, bo w czasach, kiedy zaczynałem ja czy Robert Cetler byliśmy kompletnie nieświadomi zagrożeń. Nie było praktycznie źródeł informacji.
MM: Przeczytałem kilka artykułów o zagrożeniach, m.in. twojego autorstwa. Nie chcę powiedzieć, że je zlekceważyłem, ale pływałem sam, starałem się słuchać własnego organizmu i nie przekraczać bezpiecznej granicy.

TN: A co to oznacza? W metrach?
MM: Przed kursem nie chciałem pływać dalej niż 75 metrów.

TN: I to bez ciężarków? No, innym bym nie polecał pływania na taką odległość bez płetw i bez asekuracji. Później zapisałeś się do mnie na kurs. Muszę powiedzieć, że jak zobaczyłem Cię w gronie innych kursantów, to od razu zwróciłeś moją uwagę swoją swobodą poruszania się pod wodą. U Ciebie naprawdę widać, że jesteś rozluźniony. Skąd to się bierze?
MM: Chyba to musi być wynik tego, że od najmłodszych lat przebywam w wodzie. Nie zastanawiam się nad tym. Po prostu pływam i tyle.

TN: A nie byłeś nigdy w jakiejś sekcji pływackiej?
MM: Nie. W szkole podstawowej raz brałem udział w jakichś zawodach, chyba na Dzień Dziecka, ale nie było związane z udziałem w żadnej sekcji pływackiej czy czymś w tym rodzaju.

TN: Tym bardziej mnie to fascynuje, bo oprócz obycia z wodą, rozluźnienia masz ponadto doskonałą technikę. Jak to jest możliwe bez udziału trenera czy instruktora?
MM: Rzeczywiście nie przypominam sobie takiej osoby jak instruktor. Z tego, co pamiętam pływać uczyła mnie mama.

TN: W takim razie gratulacje dla mamy!
MM: Pewne nawyki po prostu zostają i ze zwykłego pływania przeniosły się na freediving. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek miał problemy z techniką płynięcia. Mogę pracować nad szczegółami, dopracowywać to czy owo, ale ten ogólny ruch miałem dobry zawsze. Nie chcę się przechwalać, ale jakoś tak to było.

TN: Prowadząc kursy zauważyłem, że ludziom na ogół sprawia problem opanowanie właściwej techniki pływania bez płetw. Chodzi o dwie rzeczy: koordynację rąk i nóg oraz odmienny od żabki powierzchniowej ruch rąk. Ty od pierwszych zajęć świetnie sobie z tym radziłeś, ale jak do tego doszedłeś? Bo, rozumiem, że pływając z mamą poruszałeś się po powierzchni. Miałeś z opanowaniem tego jakieś trudności?
MM: Nie, nie przypominam sobie. Zdaje się, że znalazłem jakieś wideo, zobaczyłem jak się to robi, spróbowałem i zaskoczyło od razu. Nie było takiego momentu, żebym uczył się „jak się pływa pod wodą”. Oczywiście nie jest tak, że wszystko odbywa się bez błędów. Kiedy oglądam swoje dwie próby z Czech, to zauważam wyraźne uchybienia.

TN: Wywołałeś temat Czech, do którego przejdziemy za chwilę, ale wcześniej wracając do Twoich doświadczeń freedivingowych, powiedz coś na temat kursu u Williama Trubridge’a na którym byłeś całkiem niedawno.
MM: Tak, na kursie u Willa byłem na początku czerwca w Belgii. Kurs w nazwie miał „unassisted”, ale tak naprawdę skupił się na dynamice bez płetw. Fajna sprawa, ale tak naprawdę pomógł mi bardziej mentalnie niż technicznie.

TN: Mentalnie, w jakim sensie?
MM: Will powiedział, że … robię to dobrze (śmiech). A więc uzyskałem aprobatę od jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego obecnie freedivera bez płetw na świecie. Will zwrócił oczywiście uwagę na drobne błędy. Jego zdaniem powinienem pływać nieco szybciej, nie 30 sekund na długość basenu tylko 25. Ponadto wykonywać więcej cykli na jednej długości – starać się znaleźć balans między szybkością, a rozluźnieniem.

TN: No, właśnie a jak to teraz wygląda u Ciebie?
MM: Kiedy trenuję u siebie na swoim basenie, to jest to na ogół 2 do dwóch i pół cyklu. Na zawodach dochodzi głowa - stres, nieznany obiekt i w rezultacie wychodzą jakieś trzy cykle, a ostatnie długości to już jest dramat: 5, a nawet 5 i pół cyklu.

TN: No, tak ale to jest naturalne i bierze się stąd, że kończyny są już generalnie zmęczone, kwas mlekowy się wydziela i nie jesteś w stanie przyłożyć takiej siły jak na początku.
MM: Zgadza się. Ponadto jak do tej pory dwukrotnie startowałem w zawodach i w obu wypadkach był to basen, który ma duży spadek w środku długości i kończy się gdzieś na głębokości 4 metrów. Na takich basenach mam problem z utrzymaniem stałego poziomu. Kiedy oglądałem swój film z Czech, to widzę, że spadam gdzieś w połowę tej głębokiej części i tracę może z pół cyklu, może więcej. Ale nie było tak źle.

TN: No właśnie. W Czechach zdecydowanie nie było źle, ale czy mógłbyś porównać swoje dwa (jedyne do tej pory) występy w zawodach: Kraków i Czechy. Co sprawiło, że mimo, iż w Krakowie poszło Ci tak źle, to po zaledwie dwóch miesiącach w Czechach zdołałeś dwukrotnie pobić rekord Polski i uzyskać całkiem dobry czas w statyce?
MM: Chyba trochę stresu ubyło. Starałem się podejść do tego na luzie. Nie nastawiałem się na to, żeby pobić rekord Polski, tylko żeby po prostu dobrze popłynąć. Przy czym skupiłem się na dobrym pokonaniu pierwszej długości basenu. Wiedziałem, że jeśli pierwsza długość pójdzie nieźle, to potem już jakoś będzie. W Krakowie wiele rzeczy złożyło się na to, że skończyło się tak, a nie inaczej, ale pamiętam, że byłem bardzo, bardzo niezadowolony z tego jak popłynąłem pierwsze 25 metrów i to potem przełożyło się na całą próbę. Ponadto starałem się podejść do tego dokładnie tak samo jak na treningu, wykonać w ten sam sposób swoje przygotowanie do próby, nie rozpraszać się jakimiś ćwiczeniami czy słuchaniem muzyki, tak jak próbowałem w Krakowie. W Czechach tego nie robiłem.

TN: A co w takim razie robiłeś przed tymi dwoma, a właściwie trzema próbami?
MM: Godzinę przed dynamiką trochę się rozciągnąłem, 20 minut przed założyłem piankę, 10 minut przed wszedłem do basenu i spokojnie oddychałem przeponowo, 2 minuty przed startem znalazłem się na swoim torze i kontynuowałem spokojną wentylację, mniej więcej taką jak przy oglądaniu telewizji, potem dwa, trzy głębsze, ale bardzo powolne wdechy, kilka packów i popłynąłem. Statykę trochę odpuściłem. Wiedziałem, że nie chcę się wysilać przed drugą dynamiką. Nie robiłem specjalnych rozgrzewek tj. prób dłuższych niż półtorej minuty. Pomyślałem, że jakoś to będzie i … poszło (w statyce Michał uzyskał czas 5:30).

TN: Poszło całkiem nieźle, bo w ogólnej klasyfikacji zająłeś drugie miejsce!
MM: Tak, ale miałem dużo szczęścia, bo murowany kandydat do drugiego miejsca popełnił głupi błąd w ostatniej dynamice: przybił piątkę ze swoim kolegą po tym jak wypłynął, ale zanim sędzia pokazał kartkę. I za to dostał dyskwalifikację i zawalił cały konkurs, a byłby drugi.

TN: Za błędy trzeba płacić. A trochę szczęścia też trzeba w życiu mieć. Przejdźmy teraz od przeszłości do przyszłości, tej najbliższej. Za niewiele ponad miesiąc wybierasz się na Mistrzostwa Świata do Aarhus. Twoje niedawne PB wynosiło 156 metrów. Jak wydaje Ci się czy w tej najbliższej perspektywie uda Ci się jeszcze nieco przepchnąć ten wynik do przodu?
MM: Byłoby super, ale szczerze mówiąc nie jestem świadomy gdzie leżą moje granice. Jeśli płynę dobrze, rozluźniony, na 25 metrowym basenie (nie tak jak na 50 metrowej Inflanckiej gdzie na ogół trenuję), to nie do końca potrafię wyczuć gdzie leży granica przed blackoutem. Postępy, które robię następują co 25 metrów – staram się pływać od ściany do ściany. Oczywiście teraz jest z tym coraz trudniej, ale tak było na początku. Najpierw pływałem 75 metrów, potem 100, 125, aż któregoś dnia 150 metrów.

TN: A ile wynosi Twoje obecne PB?
MM: 156 metrów, nic się nie zmieniło. Od powrotu z Czech nie robię dłuższych odległości.

TN: A co robisz?
MM: Staram się pływać krótkie dystanse, czasem trochę szybciej, czasem trochę wolniej. Staram się robić różne ćwiczenia, o których Will mówił na swoim kursie, czyli tabelki, na przykład tzw. piramidę na 25 metrów. Nie chcę pływać daleko, bo w wakacje nie mamy wynajętego toru na Inflanckiej, gdzie normalnie trenujemy z Freediving Team Warszawa, a u siebie nie mam asekuracji.

TN: A jak wygląda twój trening poza basenowy, czy poza nurkowaniem uprawiasz jakieś inne sporty typu cardio albo siłownia czy może np. jogę?
MM: Na jogę zapisałem się dopiero niedawno, a co do biegania, jazdy na rowerze i siłowni to nie lubię tego i nie robię. Właściwie jedyne, co robię w ramach treningu to basen, a tam pływam prawie wyłącznie pod wodą. Jak mi się znudzi, to pod koniec sesji basenowej zrobię czasem kilka długości kraulem po powierzchni i to wszystko. Pod wodą robię te tabele Willa Trubridge’a, a ostatnio też takie swoje własne ćwiczenie... Chodzi o to, że ratownicy zabronili mi pływać więcej niż 25 metrów, więc pomyślałem, że trochę ich przechytrzę. Pływam te 25 metrów, tyle … że trochę wolniej, na przykład 2 minuty. A wracając do innych sportów, to kiedyś bardzo dużo grałem w kosza i może nie byłem świetny, ale trochę potrafiłem. A ostatnio zapisałem się na salsę. Jednak generalnie nie jestem za stosowaniem treningu cardio. Wielu freediverów, w tym Will uważa, że nie należy rozwijać tych komórek, które potem będą konsumować tlen.

TN: Zmieńmy temat. Wszyscy znają Twoje największe osiągnięcie 154 metry, które są rekordem Polski, ale powiedz czy masz jakieś inne, prywatne osiągnięcie, którego świat nie zna, a które jest dla Ciebie z jakiegoś powodu ważne. Na przykład jakiś wynik w statyce osiągnięty na treningu, czy może coś zupełnie innego, ale oczywiście związanego z freedivingiem?
MM: Statyka zdecydowanie nie. Próby statyki, tak naprawdę wykonałem w życiu może z 10 razy.

/
Michał po statyce na zawodach w Krakowie

TN: W takim razie Twój najlepszy wynik - 6 minut tylko potwierdza Twoje wielkie możliwości. Mało kto doszedł do 6 minut po zaledwie 10 próbach!
MM: W statyce to też odbywało się skokami, trochę jak w dynamice. Przed kursem u Ciebie mój najlepszy wynik to było 3:30, potem trenując z chłopakami zrobiłem 4:30, a potem od razu przeskoczyłem do 6 minut, ale statyka zdecydowanie mnie nie kręci. A wracając do swoich prywatnych osiągnięć, to jak wiesz na razie nie nurkuję w głąb. Po prostu nie miałem jeszcze okazji, ale miesiąc temu byłem w Krakowie na Zakrzówku z Mateuszem Maliną. Ponurkowaliśmy tam i osiągnąłem 18 metrów, zjechałem do wraku autobusu, pooglądałem go sobie. Nie jest to oczywiście coś, z czego byłbym bardzo dumny, ale to było ciekawe doświadczenie.

TN: Skoro doszliśmy do nurkowania w głąb, to powiedz mi jak się na to zapatrujesz? Skoro tak dobrze idzie Ci w poziomie, to w pionie może (nie musi) być podobnie.
MM: Na razie to była pierwsza próba. Trochę mnie przerażają polskie jeziora: zimo, ciemność poniżej pewnej granicy, ale może się przełamię i spróbuję.

TN: A w ogóle będziesz miał na to czas w najbliższych miesiącach? Rozumiem, że na razie cel pierwszoplanowy to Mistrzostwa Świata w Danii, a więc basen. A po powrocie z Aarhus planujesz, żeby się wybrać na jeziora?
MM: Zbliżają się Zawody Krystalicznej Wody na Hańczy, na które się zarejestrowałem. Wiesz, robię stronę tych zawodów, więc wypadałoby żebym tam był…

TN: To ciekawe. Myślę, że Ty możesz mieć całkiem spore możliwości również w głąb. Nigdy wcześniej nie nurkując zszedłeś na 18 metrów, a powiem Ci, że ludzie, którzy pojawiają się na kursach lub zlotach dla początkujących, często mają problem z osiągnięciem 10 metrów. I to nawet tacy, którzy mają za sobą doświadczenia nurkowe, tyle że ze sprzętem. A więc potencjalnie masz szanse na to żeby być mocnym zawodnikiem, ale to oczywiście czas pokaże.
MM: Te 18 metrów nie poszło mi tak łatwo. Nie mogłem wyrównać ciśnienia głową do dołu, czułem, że coś jest nie tak. Musiałem odwrócić się głową do góry. Mateusz pożyczył mi fluid goggles i zacisk na nos, ale tak naprawdę to nie wiem do tej pory, o co chodzi z tym wyrównywaniem ciśnienia. Rozumiem, że trzeba coś otworzyć, gdzieś dmuchać, ale to jeszcze nie jest dla mnie jasne :)

TN: OK. Z tym tematem musimy poczekać jak ponurkujesz trochę więcej, a powiedz mi czy to prawda, że pozbyłeś się swoich podwójnych płetw?
MM: Tak, sprzedałem je.

TN: Czyli, że nie zamierzasz w ogóle nurkować z płetwami i koncentrować się wyłącznie na bez płetw. A może planujesz w przyszłości zakup monopłetwy?
MM: Na razie chcę ograniczyć się do pływania bez płetw, ale rozważam kupienie kiedyś monopłetwy - ruch delfinowy jest mi zdecydowanie bliższy niż nożycowy.

TN: Czyli jak się domyślam płetwy kupiłeś specjalnie i tylko dlatego, bo zapisałeś się do mnie na kurs?!
MM: Zgadza się :)

TN: Tym bardziej Cię podziwiam, bo jak z tego wynika nie miałeś wcześniej żadnych doświadczeń z pływaniem w płetwach, a mimo tego poruszałeś się w nich z wielką swobodą i z bardzo dobrą techniką! Pozwolę sobie tylko powiedzieć Ci, że głupio zrobiłeś sprzedając je, bo płetwy podwójne bardzo przydają się do asekuracji.
MM: Wiem, zdaję sobie z tego sprawę, ale ktoś na forum potrzebował płetw, więc mu je sprzedałem.

TN: Teraz pytanie na inny temat. W ciągu niespełna roku, od czasu jak na poważne zająłeś się freedivingiem zdołałeś i to dwukrotnie pobić rekord Polski. Na ile Twoim zdaniem wynika to z Twoich unikalnych predyspozycji, a na ile ze słabości polskiego freedivingu?
MM: Trudne pytanie. W Polsce rzeczywiście bardzo mało osób interesuje się freedivingiem. Ubolewam nad tym. Ilu nas jest? Około 100 osób? Tymczasem kiedy pojechałem do Belgii, okazało się, że tylko w samej Brukseli bardzo wiele osób trenuje freediving. Zdaje się, że mają nawet jakieś dofinansowania do treningów. Na obu basenach, na których byliśmy w trakcie kursu z Williamem widziałem mnóstwo freediverów nurkujących na sąsiednich torach. Potwierdzała to też Monika – Polka mieszkająca w Brukseli, która była na kursie razem ze mną. Również w Czechach freediverzy mają swoje kluby, w każdym większym mieście. To nie to, co w Polsce - kilka osób w Warszawie, kilka w Krakowie a reszta rozsiana po całym kraju.

TN: Czyli reasumując można powiedzieć, że przyczyny są pół na pół. Trochę Twoje predyspozycje, a trochę słabość naszego freedivingu. Gdyby było nas więcej, to może nie zostałbyś rekordzistą tak szybko.
MM: Z drugiej strony popatrzmy, że jeszcze osiem lat temu rekord w DNF wynosił 134 metry. Od tego czasu światowy freediving poszedł ostro do przodu, a nasz …

TN: No, dobrze ale teraz jesteś Ty, jest Mateusz Malina i Piotrek Bauza i Wasza w tym głowa, żeby naszą dynamikę bez płetw, ale również nurkowanie w gąb, popchnąć mocno do przodu! Szansa będzie już wkrótce, na Mistrzostwach Świata. Jakie są twoje cele z nimi związane?
MM: Czytałem na forum DeeperBlue jak ktoś szacował, że żeby wejść do finału A trzeba będzie przepłynąć mniej więcej 155 metrów. I to jest mój cel – finał A. Albo jeszcze inaczej – chcę przepłynąć te 155 metrów.

TN: Czyli byłby to kolejny rekord Polski. A więc tego, jak również wejścia do finału, i namieszania w tym finale serdecznie Ci życzę! Dziękuję za wywiad.

/
Michał w delfinarium w Portugalii






Komentarze

Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Wygenerowano w sekund: 0.18
202,989 Unikalnych wizyt